Uwaga! Radio Panteon pilnie poszukuje osób chętnych do pomocy. Zapraszamy do współpracy! close ×
+

Behemoth, Tribulation, Merkabah, Mord’a’Stigmata – 08.10, 09.10.2014, Fabryka, Kraków

20141009_232203

Gdyby ktoś nie zauważył to przez Polskę przewala się właśnie fala o jakże przyjaznej nazwie „Polish Satanist Tour”. Jak sięgam pamięcią jest to chyba najgłośniejsza metalowa trasa koncertowa w naszym kraju. A co jest najbardziej kuriozalne, swój rozgłos trasa owa zawdzięcza grupie ludzi, którzy bardzo by sobie winszowali, żeby nie usłyszał o niej nikt. W związku z powyższym trąbią o niej we wszystkich możliwych mediach, krzyczą o niej pod niebiosa wyręczając przy tym (zupełnie za darmo) głównych zainteresowanych. Taka już widać ich natura Dobrego Samarytanina…

20141008_190118

Korzystają więc z wolności słowa i zgromadzenia obie strony jeżdżą w totalnej symbiozie po kraju. I podczas gdy jedni swoje gusła odprawiają przed klubami, magistratami i kościołami, drudzy swoje misterium odprawiają we wnętrzach tychże klubów i na koncertowych salach. A ja miałem niebywałe szczęście zamieszkać w mieście, w którym osławiony Behemoth postanowił zagrać aż dwa koncerty z rzędu. Nie było więc innego wyjścia jak przespacerować się nad Wisłą do klubu Fabryka, który to klub nasz dyżurny straszak chrześcijan obrał jako swój małopolski bastion.

20141008_210347

Tym razem do Fabryki pędziłem jakby mnie gonili wszyscy członkowie Krucjaty Różańcowej, która (ponoć) stawiła się w pełnym składzie pod krakowskim magistratem. A to dlatego, że pierwsza występowała nasza genialna rodzima Mord’a’Stigmata. A jeśli czytaliście recenzję płyty „Ansia” to już wiecie, dlaczego nie chciałem się spóźnić na moje pierwsze tete-a-tete z zespołem.

Panowie i w środę i w czwartek strzelali bez pudła. Mając na uwadze sukcesy wspomnianego powyżej albumu, muzycy odtworzyli na żywo całą chyba jego zawartość. I nie bez powodu użyłem tu takiego właśnie słowa. Świetne brzmienie, nagłośnienie i zgranie zespołu sprawiło, że zasadniczo można by pomylić ścieżkę „live” z tą oryginalną z czarnego albumu. A zagrany w totalnej mgle „Inkaust” już sam nie wiem czy bardziej brzmiał czy bardziej wyglądał nieziemsko. Zresztą ekspresja tego albumu świetnie nadaje się do przedstawiania go publiczności podczas występów na żywo i fakt ten bardzo korzystnie wpływa na postrzeganie zespołu.

Po koncercie uciąłem sobie zresztą krótką pogawędkę z jednym z członków Mord’a’Stigmaty. Rozmawialiśmy trochę o „Ansii” i jej bardzo dobrym odbiorze w świecie muzyki oraz o planach na przyszłość. I choć padła deklaracja, że po zakończonym tour z Behemothem panowie ostro biorą się za nowy album, to nie udało mi się wydobyć żadnych konkretów. Ponoć są już jakieś pomysły, ale czy zostaną ostatecznie zrealizowane… tego nie wiemy.

20141009_210136

Następną kapelą był zespół o orientalnie brzmiącej nazwie Merkabah. Zespół, którego instrumentarium stanowi gitara, bas, perkusja i saksofon. Wokalu niet. I o ile zwiedziony wewnętrznym porównaniem kapeli do ostatnich poczynań Ihsahna w środowy wieczór starałem się załapać to, co mieli do przekazania muzycy, o tyle w czwartek potulnie wycofałem się w ustronne miejsce i w spokoju robiłem zakupy na Ebayu. No cóż, jakoś jazzopochodne saksofonowe solówki nie podchodzą mi nawet, jak ubiera się je w metalowe okowy gitary i perkusji. A o ile pierwsze pięć minut stanowi swego rodzaju ciekawostkę, o tyle pozostałe pół (chyba) godziny to jeden wielki zapętlony replay.

20141008_211933

Największą niespodziankę przyszykował jednak na te dwa wieczory następca Merkabaha. Zespół wchodząc na scenę wzbudził faktycznie uczucia mieszane. Jeden gitarzysta wyglądający jak kobieta pozbawiona swych kobiecych atrybutów, za to w kowbojkach i jeansach z dziurami na kolanach. Drugi niczym kalka przypominał Toma Keifera, tyle że z nieudanym makijażem na twarzy, odziany za to w stylowe legginsy. A na perkusji zasiąść postanowił Tony Iommi, tyle że żywcem wyciągnięty z lat siedemdziesiątych. Wielu pewnie zadało sobie pytanie czy taka aparycyjna mieszanka glam i hard rocka da w ogóle radę rozruszać publikę przed numerem jeden polskiej sceny Blackmetalowej?

Odpowiedzią niech będą 2 fakty: młyn pod sceną (zwłaszcza w czwartek) był chyba większy, niż na występie Behemotha. A ja pozbierawszy z podłogi szczękę, zęby i uszy poleciałem do „sklepiku” po wszystkie płytki, jakie przywieźli ze sobą Szwedzi. I co? I wszystko zostało wyprzedane. Co do jednej wygrzebanej gdzieś z dna pudła sztuki.

Fakt jest jednak faktem. W życiu nie słyszałem tak udanego mariażu glam i hard rocka (tak, wygląd tych gości nie był przypadkiem) z Death Metalem. Muzyka ostra, wsparta growlem i równocześnie melodyjna a nawet rzekłbym skoczna. Nie dziwota więc, że nogi same rwały się do tańca i rządzący w środowy wieczór klubem Pan Żyrafa wywijał pod sceną takie harce, że mało nie zgubił ogona i raciczek. Były także utwory stricte instrumentalne, ale one także brawurowo i perfekcyjnie równoważyły z jednej strony melodykę i spójność utworu a z drugiej brutalność i pazur. Genialne to było. Genialne…

20141009_223747

Behemoth w środę wszedł jak kulturalny gentleman dokładnie o czasie. W czwartek nieco było z tym gorzej, ale kto by im to drobne faux pais pamiętał, skoro wszyscy na koniec występu Tribulation darli się w niebogłosy „napierdalać” i „jeszcze jeden”.

I tu staję trochę na rozdrożu i nie wiem, o czym pisać. Czy o genialnej muzyce zagranej czysto, nagłośnionej świetnie i odebranej przez publikę z rozdziawionymi gębami. A może o przedstawieniu teatralnym i show tak rozbudowanym, że przez ponad godzinę trzeba było pilnie śledzić to, co dzieje się na scenie, żeby nie uronić z tego misterium ani ułamka sekundy. Może właśnie dlatego hulanki pod sceną były mniejsze niż na Tribulation. Każdy z kawałków miał swoją oprawę wizualną, na każdym się coś działo. Skomplikowana i rozbudowana scenografia, którą stanowiły kute metalowe krzyże, stojaki, maski i płaskorzeźby ledwie mieściły się na scenie. A gdy dodatkowo wszystko to podłączone do butli z gazem płonęło pod sam sufit hali (w czwartek zauważyłem nad sobą kawał wypalonego wygłuszającego materiału) wszyscy stali jak zaczarowani.

Były więc ognie, płonące odwrócone krzyże, były growle przez megafon, urywki puszczanej z playbacku mszy a nawet kadzidło z mirrą. Były fajerwerki, kupa sztucznej mgły i „szarańcza” spadająca na nas na początku bisowego „O Father o Satan o Sun”. Człowiek mógł poczuć się jak na smoleńskim lotnisku cztery lata temu. Gdyby nie muzyka. Nergal układając setlistę dobrze wiedział, za co kocha go cała (z wyjątkiem członków Różańcowej Krucjaty) Polska. Były więc najlepsze utwory z „The Satanist”, było „Ov Fire and the Void” z „Evangelion” czy „At the Left Hand ov God” z „Apostasy”. Było też “Conquere All” z “Demigod” i “As Above so Below” z “Zos Kia Cultus”. A nawet “Chant of Eschaton 2000” z wydanej 15 lat temu “Sataniki”. Było wszystko. Tylko mało. Koncert trwał nie więcej niż godzinę z kwadransem a ja z pierwotnym postanowieniem, że obejrzę Behemotha jedynie w środę, od razu poleciałem po bilet na czwartek. I w czwartek też było mi mało. Nie mnie jednemu, gdyż w drugim dniu krakowskiego koncertowania spotkałem sporą grupkę ludzi, których pamiętałem ze środy. Była grupa Czechów a nawet bardzo miła parka z Węgier!

20141009_221132

I gdyby nie niedzielny koncert Vreid i Windir, pojechałbym za Nergalem dalej w Polskę. Także na krucjatę. Tyle że krucjatę przeciw Krucjacie. Skoro mamy wolność, to przecież mi wolno…

20141009_232203

Masta / Melodia Metalu

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Inwazja szwedzkiego deathmetalu!

Knock Out Productions, PW Events oraz B-90 z dumą prezentują trzy koncerty dwóch death- metalowych legend ze Szwecji: Entombed AD oraz Grave ! Imprezy te odbędą się 17,18,19  października. Odpowiednio: Kraków (Fabryka), Poznań (Eskulap), Gdańsk (B-90). Do składu dołączyło także znakomite Implode, także ze Szwecji.

Entombed plakat KRK

Szczegoly w sekcji „Patronat Medialny” oraz na stronie wydarzenia!

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Vieczorynka #2 @ radiopanteon.pl – czwartek, ok. 20:54

Druga edycja niekoniecznie metalowego rzeźbienia w Waszych uszach. Tym razem na stojąco, na biegnąco, praktycznie spod samolotu zmierzającego w nieznane… Ale o tym więcej w samej audycji. Nie płaczcie, odrobina metalu teeeż będzie. Przypominam o możliwości zamawiania utworów, potworów i przetworów pod adresem vesper (rezus) radiopantalon.pl ;-)

PS. konkurs na logo programu trwa!

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Kombinat – jest metal! #325

kombinat_logoKombinat już w środę po 20:00!

Zbliża się środa, 14 października, a wraz z nią kolejne wydanie Kombinatu!

Zbierali same pozytywne recenzje jak dotąd, ale czy Kącik Recenzenta dołączy do tej listy? Mowa o „Hymns for the Broken”, najnowszym krążku Evergrey’a, którego będziemy słuchać i sprawdzać jak się sprawy rzeczywiście mają.

A poza recenzowaną płytą, cofniemy się trochę w czasie i zdmuchniemy warstwę kurzu ze starych, dobrych hitów.

Zapraszam na najnowsze wydanie Kombinatu, po 20:00!

Wojciech Kucza.

EvergreyHymns

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Przypominamy o koncercie Saint Vitus oraz Orange Goblin!

Przypominamy o koncercie Saint Vitus oraz Orange Goblin !

orangeGoblin

Bez nich nie byłoby Candlemass, My Dying Bride, Paradise Lost, Crowbar, Cathedral, Electric Wizard i całej masy innych zespołów (choćby stonerowych, sludge’owych), które opierają swoją muzykę na brudnych, mocarnych, ciężkich riffach i wgniatającej w glebę sekcji rytmicznej. Szukając początków doom metalu zapewne większość wyjdzie od Black Sabbath, potem pojawi się pewnikiem Pentagram, Witchfinder General i na pewno ta kapela – jedna z największych legend gatunku, Saint Vitus z Los Angeles. Istnieje blisko 40 lat, aczkolwiek z przerwami, a albumami „Saint Vitus”, ” Hallow’s Victim”, „Born Too Late” i „V” na trwałe zapisała się w historii metalu oraz zainspirowała legiony muzyków na całym świecie. Od momentu reaktywacji w 2008 roku w składzie wciąż są dwie najbardziej charyzmatyczne postacie Saint Vitus, wokalista Scott „Wino” Weinrich i gitarzysta Dave Chandler, a także oryginalny basista Mark Adams. Wspaniale, że po kilkunastu miesiącach znów do nas wracają. Zwłaszcza, że wciąż promowany materiał studyjny grupy – „Lillie: F-65″ z 2012 roku pierwszy po 17-letniej przerwie, nic nie stracił na jakości. A w czasie, który minął od pierwszych występów Saint Vitus w Polsce, wytwórnia Season Of Mist wznowiła dwa materiały amerykańskiej legendy – „C.O.D.” oraz „Die Healing”. To będzie wspaniała, ciekawa, pouczająca lekcja z historii metalu. Wagary w tym przypadku wysoce niewskazane!

Wszystkie szczegóły w dziale „Patronat” oraz na stronie wydarzenia.

Zapraszamy!

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

1 2 3 7