Uwaga! Radio Panteon pilnie poszukuje osób chętnych do pomocy. Zapraszamy do współpracy! close ×
+

Czwarta Vieczorynka dla odmiany DZISIAJ, ok. 20:54:25

Problemy techniczne i nietechniczne nam NAPRAWDĘ niestraszne. W czwartej edycji grania i szybkiego gadania napotkacie kolejną porcję mocnych, niewygodnych i usypiających dźwięków.

Plotka niesie, że w audycji znalazło się również miejsce na pozdrowienia (!) – spóźnione, ale jednak; a także odrobinę techno (niespodzianka, prawda?) i gościnny występ Glenna Danziga w charakterze dżingla.

Piąta (jubileuszowa!) edycja już wkrótce, być może z wolniejszym i składniejszym gadaniem. Tak samo jak Wy, nie mogę się doczekać (aż mi się odechce i przerzucę się na uprawę ogórków ;-)).

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Kombinat – jest metal! #331

kombinat_logoKombinat – w środę po 20:00!

Już prawie nadszedł czas na kolejny Kombinat!

Z jednej strony będzie powerowo, bo pod lupą znajdzie się najnowszy album Bloodbound zatytułowany „Stormborn”, z drugiej – trzeba nadrobić nieco bardziej rockowe zaległości, więc zmian klimatu będzie sporo, ale na pewno w dobrym stylu!

Zapraszam na najnowsze wydanie Kombinatu, w najbliższą środę po 20:00!

Wojciech Kucza.

 

 

bloodbound-stormborn-2014

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Dzicz 2014 – Furia, Witchmaster, Thy Worshiper, Rogi – Kraków, Wrocław, Katowice

DSC_7889

Jako się już wcześniej rzekło, Dzicz 2014 przeszła do historii. Niby zamieszczałem już na łamach radia Panteon i tutaj fotorelację z trzech koncertów, w których miałem okazję wziąć udział, niemniej jednak nową świecką tradycją tego bloga jest fakt, że o minionych wydarzeniach wspominam bardziej słowem niż obrazem. Zwłaszcza, że tym razem jest o czym pisać…

Wszystko zaczęło się niewinnie, naturalnie, wręcz z biegu. Na krakowski koncert wpadłem prosto z pracy nie wziąwszy nawet aparatu. Niemniej jednak, ponieważ w planach miałem jeszcze udział w trzech odsłonach Dziczy, nie lamentowałem zbytnio.

Nie wziąłem jednak pod uwagę faktu, że krakowska Fabryka była największą sceną, na jakiej miałem okazję zobaczyć Furię, Witchmastera, Thy Worshiper i Rogi. Sceną, która ledwie kilka tygodni wcześniej gościła (dwukrotnie) Nergala i spółkę.

Koncert rozpoczął jednoosobowy band pod groźnym szyldem o wieloznacznej nazwie Rogi. Jeśli ktoś oczekiwał po Bartku karkołomnych solówek lub przekombinowanych pasaży to się z pewnością zawiódł. Ja jednak takie osoby odesłałbym w miejsce, gdzie kaftany z długimi rękawami i obite poduszkami ściany zapewnią wymagane w takich przypadkach bezpieczeństwo. Mnie Rogi zszokowały. Może nie samą melodią, bo ta faktycznie jest dość prosta i w pewnym sensie monotonna. Niemniej jak na fakt, że wykonuje ją jeden i ten sam człowiek, to i tak wielki szacun. Natomiast klimat, jaki kreuje w swojej muzyce jest porażający. Już pierwsze histerycznie wykrzyczane słowa „Gość w dom, Bóg won” elektryzują niczym 320 volt wsadzone miedzy zaciśnięte zęby. Słuchając „Że nikt tam nie był” znów Bartek powalił mnie na kolana. Tym razem dla odmiany tekstem podłożonym pod muzykę wziętym wprost Dzienników siostry Faustyny. A słowa „piszę o tym z rozkazu Bożego” wsparte ciekawym riffem i mocnymi uderzeniami perkusji wybrzmiały w mojej głowie niczym uderzenie dzwonu Zygmunta bijącego na alarm i pożogę. Koncert kończył utwór „Omega”, który znów swoja konstrukcję buduje na cytacie, tym razem wziętym z Radia Maryja. I podobnie irracjonalnym. Gdy Rogi zakończyły swój półgodzinny set zdałem sobie sprawę, że sam siebie zapytałem: „Zaraz, zaraz, a Ty gdzie idziesz? Przecież jeszcze nie skończyłeś!”.

Widziałem ten występ potem jeszcze dwa razy. I za każdym myślałem sobie, że pomimo braku spektakularnych tricków scenicznych, hordy muzyków czy ustawicznego headbangingu ten gość w swojej prostej muzyce umie zamknąć tyle emocji i tyle przekazu, że naprawdę nic już tu więcej nie potrzeba.

Po krótkiej przerwie technicznej na scenie pojawił się Thy Worshiper. Kto śledzi mojego bloga wie, że to głównie na ich występ fatygowałem się do krakowskiej Fabryki, Wrocławia i Katowic. I choć pomimo genialnej oprawy świetlno dymnej magia ich muzyki w Krakowie nie powaliła mnie jakoś na kolana (drobne problemy z dźwiękiem były zauważalne od początku koncertu), to już ich występ we Wrocławiu (zwłaszcza tam) i dzień później w Katowicach był wydarzeniem naprawdę najwyższej próby.  Miks pogańskiego transowego metalu i „oddechu wymarłych światów” w postaci reprodukcji kultowej onegdaj płyty „Popiół” stanowił mieszankę, przy której zaczynałem się zachowywać emocjonalnie chwiejnie. „Czarny”, „Żniwa” czy „Piach” to utwory nie dość, że tak charakterystyczne, że niemożliwe do pomylenia z czymkolwiek innym, to dzięki zaangażowaniu Grabaża wprowadzają człowieka w naprawdę hipnotyczny stan. Taka atmosfera przetykana dodatkowo „Popiołem”, „Na Ziemi Przodków” czy „Wśród Cieni i Mgieł” powodowała reakcje organizmu, których w życiu bym się nie spodziewał. Kulminacją jak dla mnie były jak zwykle słowa „I chociaż umierałem już setki razy, Tysiące twarzy zniknęło we mgle”, kiedy to włosy stanęły mi dęba a po plecach przeszły gęste ciarki. Dokładnie tak jak wtedy, kiedy prawie 20 lat temu włożyłem świeżo zakupioną kasetę z napisem „Introibo ad Altare Dei” do mojego walkmana. Występ Thy Worshipera zamykał utwór „Zima”, po czym Panowie i Pani ustępowali karnie miejsca swoim następcom.

Zanim jednak przejdę do dalszej części programu, chciałem nadmienić pewien fakt, który mógł umknąć większości zebranej pod sceną gawiedzi. Thy Worshiper niedawno wyposażył się w nowego basistę (Nowego), który przejął długaśny bezprogowy gryf po Tomku. Marcin nie dość, że wzbogacił brzmienie kapeli mocnym graniem, to jeszcze przez cała trasę wspierał wszystkich swoją wiedzą z zakresu nagłośnienia i brzmienia (z wykształcenia jest inżynierem dźwięku a z zawodu Stage Managerem). I myślę, że to właśnie trochę dzięki jego staraniom (nie ujmując nic Miotle) występy zespołu we Wrocławiu i Katowicach wypadły tak dobrze. A we Wrocławiu, gdzie Pagan śpiewał po raz pierwszy dla swojej rodzimej publiczności (w tym córki), gig wypadł po prostu powalająco. Genialnie.

Trzeci na scenie pojawiał się Witchmaster. Już rozkładając zasieki i stawiając stojaki ze zdekompletowanymi czaszkami wiadomym było, że podczas ich występu przelewek nie będzie.

Tak też się działo. Przy dźwiękach mieszanki Death i Black Metalu w wykonaniu Bastisa i spółki ludzie dostawali istnego berserka. Młyn pod sceną (jakoś rodzime, choć może niezbyt trafne określenie bardziej mi odpowiada niż jakieś anglojęzyczne „mosh-e”) robił się naprawdę nieokiełznany a opuszczający teren walk raz po raz fani z rozharatanymi głowami i rękami (głównie dzięki wspomnianym wcześniej ustawionym na krawędzi sceny zasiekom) byli najlepszym dowodem na to, że nikt nie potrafi tak rozkręcić imprezy, jak Witchmaster.

Oczywistą i niezaprzeczalnie niepodważalną kulminacją wieczoru był występ Furii. Na każdym z trzech występów, na których miałem okazję być obecnym, zespół grał i brzmiał genialnie. Parafrazując miłościwie nam panującego Bronisława i jego stwierdzenie, że „polski lotnik to jest taki, że jak trzeba będzie, to nawet poleci na drzwiach od stodoły” mogę powiedzieć jedno: Nihil jest takim muzykiem, że jak trzeba będzie to i na widłach genialny gig zagra. Na szczęście aż takie umiejętności nie były mu potrzebne. Jak przystało na headlinera, podczas głównego występu wszystko dopięte było na ostatni guzik. Wszystkie instrumenty brzmiały dokładnie tak, jak powinny. Setlista dobrana była optymalnie. Oczywistym było to, że zespół będzie prezentował swój najnowszy dorobek i robił to znakomicie. „Opętaniec”, „Zamawianie Drugie” czy „Ogromna Noc” to chwalebni przedstawiciele „Nocela”. A utwory takie jak „Płoń”, „Kosi ta śmierć” czy „Idzie Zima” stanowią o sile zespołu w ogóle. Natomiast grany na zakończenie koncertu „Under a Funeral Moon” podobał mi się bardziej, niż oryginał w wykonaniu Darkthrone. Jestem to gotów powtórzyć pod przysięgą. Albo na Sądzie Ostatecznym.

Nihil hipnotyzował publikę na amen. Za każdym razem. Każdego wieczoru udowadniał wszystkim, że zarówno on sam jak i jego muzyka jest nieprzenikniona, nieodgadniona i fascynująca. Że jest geniuszem. Bezapelacyjnie. Bezsprzecznie. Ostatecznie. Niepodważalnie. I pewnie dlatego na jego występy przychodzi aż taka ilość fanów (na Taake czy Vreid/Windir nie widziałem ani połowy tej publiki, która pojawiła się choćby w samych tylko Katowicach).

I jeszcze taka refleksja na koniec. Dzięki Mintajowi miałem możliwość towarzyszenia zespołowi przez (około) jedną trzecią ich trasy i mogłem zobaczyć całą tę machinę od środka. Od porannej (prawie) pobudki, przez transport i noszenie sprzętu po niekończące się próby i rozkładanie merczu. Na własne oczy zobaczyłem, że bycie muzykiem w trasie to naprawdę niezła tyra. A profesjonalne zorganizowanie i poprowadzenie takiego wydarzenia to tyra do kwadratu.

Mintaj pilnował wszystkiego jak pies ogrodnika. Wszystko zawsze musiało być dopięte na ostatni guzik. Pasować jak szyty na miarę garnitur młodego biznesmena. Kropka nad „i” musiała lśnić jak psu jajca na Wielkanoc. I świeciła. Niczym gwiazda betlejemska. Amen.

Masta / Melodia Metalu

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Eluveitie na trzech koncertach w Polsce

10371965_776948059007586_7621327299315220523_n

 

Organizacja Pożytku Publicznego Heart Of Rock nie spoczywa ani na Laurach, ani na Filonach. W kilka dni po zamknięciu rozdziału o dźwięcznej nazwie Insomnium agencja znów zamierza socjalizować metal maniaków wyciągając ich gremialnie sprzed komputerów.

 

Tym razem szczególny ukłon wykonuje w kierunku leśnych miłujących folk ludków pokroju Wojciecha Ossowskiego i sprowadza do Polski szwajcarski oktet Eluveitie. Wesołą kompanię z Zurichu wspomagała będzie rosyjska Arkona, islandzki Skálmöld, białoruski Forodwaith oraz nasi rodzimi bardowie spod znaku Percival Schuttenbach oraz Helroth.

 

Folkowe wieczorki przy dźwiękach liry korbowej, gęśli, piszczałek, mandoliny czy dud i wszelakich innych wydających dźwięki wynalazków zorganizowano w Krakowie (27.11 w klubie Fabryka), Warszawie (28.11 w klubie Progresja) oraz Szczecinie (29.11 w klubie Słowianin).

 

Dla wszystkich miłośników Folk i Pagan Metalu to obowiązkowy punkt programu. Dla zwolenników dobrej imprezki to również swoisty „must see”. Ja powiem tylko jedno – jeśli organizacja będzie tak dobra jak na wrocławskim występie Insomnium to będzie bardzo przyjemnie spędzony czas. Również dla mnie!

Masta / Melodia Metalu

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Morbid Angel z całym „Covenant” już niebawem w Polsce !

ma-plakat

Knock Out Productions przypomina, że wielkimi krokami zbliżają się 3 koncerty Morbid Angel w Polsce. Trasa na której w całości usłyszymy kultowe „Covenant” oraz największe przeboje tego Amerykanów dotrze w czwartek do Gdańska, w piątek do Warszawy oraz w niedzielę do Katowic.

Tak wygląda dokładny rozkład jazdy na każdy z tych koncertów:

18.30: Drzwi

19:00-19:30 Ogotay (Gdańsk oraz WWA) / Stillborn (Katowice)

19:50-20:30 Azarath

21:00- … Morbid Angel

Bilety wciąż dostępne np tutaj: http://knockoutprod.net/sklep/

Wiecej…

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

Dark Tranquillity już w czwartek we Wrocławiu !!

dt-plakat
Knock Out Productions przypomina o koncercie Dark Tranquillity który odbędzie się już w ten czwartek we Wrocławiu. Na scenie zobaczymy także zespoły Amoral, Acyl oraz Lehmann. Tak prezentuje się dokładny rozkład jazdy na to wydarzenie:

18.00 Drzwi
18:30 – 19:00 Lehmann
19:20 – 19:50 Acyl
20:10 – 20:50 Amoral
21:20 – … Dark Tranquillity

Bilety wciąż w sprzedaży, zapraszamy ! http://knockoutprod.net/sklep/

Wiecej…

Share : facebooktwittergoogle plus
pinterest

1 2 3 10